Coś mi się wydaje, że pozostanę dozgonnie wierna kosmetykom Pat&Rub. Początkowo niezbyt ufnie podchodziłam do tej marki. Okres mojego dzieciństwa i młodości :) przypadał na komunizm i wczesne początki kapitalizmu, więc coś we mnie siedzi, co podszeptuje mi, że tylko to co pochodzi z zagranicy warte jest zachodu. Przecież polskie produkty nie mogą być dobre. Odpukuję, odszczekuję te głupie zabobony!!! Właśnie dobre, bo polskie!!! Marka kosmetyków Kingi Rusin jest tego dobitnym przykładem. Toż te produkty są grzechu warte! Za każdym razem, gdy po nie sięgam, uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Uśmiech zadowolenia nie kpiny.
Dziś postanowiłam przedstawić Wam olejek drenujący.

