Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w wolnym czasie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w wolnym czasie. Pokaż wszystkie posty

Zakupy- czyli jak szykuję się na jesienną aurę:)


Jesień już całkowicie zawładnęła Rozewiem. Błoto wszędzie, wichry wieją i liście lecą z drzew.

Jestem okropnym zmarzluchem. Nienawidzę zimna i zawsze jestem przygotowana na nagłą zsyłkę na Syberię:) Ciepło jest dla mnie priorytetem. Ale ostatnio do czynników, które wpływają na moje decyzje zakupowe, dołączyła również wygoda. Wcześniej nie brałam jej pod uwagę. Musowo wybierałam obcasiki i dopasowane ciuszki. Mój styl diametralnie się zmienił. Ewoluował w kierunku lekko lumpiarskiego, co jest ogromnym zaskoczeniem dla mnie samej:)

Moimi ukochanymi i najczęściej noszonymi butami tej jesieni są ciężkie motocyklówy z "Venezii". Są niebywale wręcz wygodne!!! Noszę je do wszystkiego. Do spodni dresowych z "By Insomnia" (Sama nie wierzę, że to piszę, ale fakt, noszę dresy i to nie tylko po domu:) ), rurek i krótszych spódnic. Pasują do ramoneski, trencza czy mojej ukochanej parki z Zary.

Noszę się nonszalancko i dobrze mi z tym:)


źródło: www.venezia.pl

Gdzie byłam, jak mnie nie było:)

Bardzo długo zastanawiałam się, czy cokolwiek jeszcze napisać, czy po prostu zamknąć bloga i już więcej nie wracać do smarowania w necie. Plus takiej decyzji to zdecydowanie więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Ale minusów jednak jest więcej.

1. Bardzo rzadko odzywałam się na waszych blogach, ale wiernie czytałam nowe wpisy. Nie potrafiłabym odmówić sobie tej przyjemności.
2. Wiedza i to nie tylko o kosmetykach, którą można zdobyć buszując po blogosferze jest ogromna, a jej zakres niezwykle szeroki.
3. Miałam coś własnego, coś swojego i tylko mojego. Jak tu zrezygnować z tego:)

Zastanawiałam się nad tym, jak mój blog ma dalej wyglądać. I nie chodzi mi o zmiany w wyglądzie (aczkolwiek muszę coś z tym zrobić), ale raczej o tematykę. Nie chcę opierać swoich postów jedynie o testy kosmetyków. Na pewno nadal będę pisać o rzeczach, które mnie zachwyciły i odwrotnie, ale nie chcę aby to było sedno tego bloga.

Powodów, dla których chwilowo zawiesiłam pisanie, było dokładnie dwa.

Pierwszy- brak czasu. Praca zawładnęła większością mojego czasu i to co mi zostało, wolałam oddać rodzinie. Ona wygrała z Wami:)

Ale drugi powód i to ważniejszy, skłonił mnie do natychmiastowego zarzucenia blogowania. Co tu wiele pisać, uzależniłam się od kupowania. Wydawałam ogromne kwoty tylko na siebie. Ogromne jak na moje zasoby finansowe. A zaznaczę, że z mężem fortuny nie zarabiamy i mamy dwie dorastające pannice. Bez zastanowienia potrafiłam kolejną szminkę, puder czy ciuch kupić sobie, a gdy dochodziło do płacenia za rzeczy dla reszty rodziny, to zachowywałam się jak wariatka. Tysiąc razy pytałam się, czy aby to jest potrzebne, czy musi być TAKIE drogie. Granicę przekroczyłam, gdy miałam do wyboru- kupić torebkę lub łóżko dla dziecka. Zgadnijcie co wybrałam...

Na szczęście w porę się opamiętałam, ale terapia była ciężka. Odcięłam się od blogosfery i mojego ukochanego Wizażu. Nie jeździłam na zakupy, a jeśli już, to z mężem i ściśle sprecyzowaną listą. Po raz pierwszy weszłam w ten świat ponownie, gdy poczułam się silna. Teraz zanim wydam złotówkę, długo się zastanawiam. Potrafię odkładać :) Teraz na Modenę:) Jestem dumna z siebie, a było już naprawdę źle.

Dlatego właśnie tematyka bloga będzie bardzo mieszana. Kilka pomysłów już mam. 

Tak, tak... Mam na imię Monika i jestem egoistyczną zakupoholiczką...

Mój prezent urodzinowy


W ubiegłą sobotę na liczniku przybył mi kolejny rok. Czas upływa nieubłaganie. Nie martwi mnie to zupełnie:) 
W tym roku mój mąż postanowił sprawić mi mega prezent. Wymarzony zegarek:) Zresztą intensywnie pracowałam nad tym, aby widział do czego wzdycham na monitorze:) Liczba otwartych zakładek też dała mu do myślenia. No i ma teraz śliczny zegarek w kolorze złota:)


Zegarek jest duuuży! I taki miał być. Innych nie toleruję, całe życie busole noszę na ręku. Tutaj jednak są dodane małe kryształki Swarovskiego, dzięki czemu zegarek zyskuje bardziej kobiecy charakter.


Zegarek ma grubą, złotą bransoletę. Po środku jest ona matowa, na na krawędziach pięknie błyszcząca. Ogniwa są szerokie. Niestety zegarek musiałam zwężać i to maksymalnie, bo w przegubie mam 14.5 cm.


Tarcza również jest złotego koloru. Na takiej bardzo mi zależało, bo nie podobał mi się kontrast pomiędzy bielą lub beżem a złotem.






Duży, co ? Ale właśnie taki mi się podoba! 


Koperta jest gruba, przez co w pierwszej chwili zegarek wydawał mi się straszliwie ciężki. Jednak w trakcie noszenia zupełnie zapominam o jego wadze.


Pamiętacie mojego Hamiltona i wątpliwości jakie miałam  w związku z nim? Wydawał mi się za duży, martwił mnie nieco brak zapięcia i kolor zupełnie nie pasował do mojej garderoby. Myślałam i myślałam i Hamiltona wymieniłam na Bedforda. To był strzał w 10! Torebka jest genialna! Ale o niej muszę napisać osobny post, bo jest tego warta!



New Kors on the block :)

Moje torebkowe marzenie wreszcie się ziściło! Wczoraj zapukał kurier z wielkim pudłem ze sklepu Chiara, powodując wykwit uśmiechu na mojej twarzy.

Serce biło mi jak oszalałe, gdy drżącymi rękoma rozrywałam papier. I już, już miałam odwijać papier, by po raz pierwszy chwycić moje cudo w ręce. A tu nagły telefon od szefowej i musiałam pędzić do pracy. Przez dwie godziny siedziałam jak na szpilkach. Pewnie domyślacie się, jak pędziłam do domu!




Długo wahałam się, czy kupić Hamiltona, czy raczej zdecydować się na Cynthię. Mój mąż de facto podjął decyzję za mnie, bo bardzo spodobał mu się Hamilton. No i stałam się jego właścicielką.





Początkowo troszkę niepokoił mnie brak zamka. Oczyma wyobraźni widziałam łapę złodzieja przeszukującą moją torebusię. Obawy okazały się bezpodstawne. Torba jest głęboka, a magnes bardzo dobrze trzyma. Nie ma szans na grabież:) 



W środku są liczne kieszonki, w tym jedna zapinana na zamek. Można tam schować dokumenty czy portfel. Dodatkowo mamy karabińczyk na paseczku. Dla mnie genialne wyposażenie- już klucza nie szukam pod drzwiami desperacko grzebiąc w torbie. I ciekawe, choćbym miała tylko chusteczki higieniczne w torbie i tak zawsze mam problem ze znalezieniem klucza. 







Moje cudo ukochane!!! 

Post przepraszająco- dziękujący:)

Dawno mnie tutaj nie było. Oj, dawno... Pisanie bloga pozwoliło mi na poznanie wielu nowych ludzi. Takie wirtualne przyjaźnie są dla mnie fantastyczne, biorąc pod uwagę, że moje przyjaciółki i koleżanki dawno wyprowadziły się z Rozewia. Wiodą ustatkowane życie, w którym niestety brakuje czasu dla mnie:)

Muszę Was przeprosić za tak długą ciszę i jednocześnie proszę o jeszcze chwilę cierpliwości. Bardzo dużo dzieje się się ostatnio w mojej pracy i brak mi czasu na wszystko. Tak tęsknię za wami, a nawet nie mam kiedy poczytać waszych postów, nie mówiąc o pisaniu własnych. Ale jeszcze tydzień, dwa i wrócę do blogosfery. Dziękuję za cierpliwość:)

Prezent od córeczki:)

Moja mała córeczka zachwyca się Pandorą tak samo jak ja. Postanowiła, że swoje oszczędności przeznaczy na prezent dla mamy. Tłumaczenie, że to jest bardzo drogi prezent jak na 9-cio latkę, nic nie dało. Uparła się, powiedziała, że to jej pieniążki i wyda je na prezent dla mnie. Naprawdę wzruszyła mnie. Oczywiście całą kwotę później mąż włozył jej do skarbonki, ale frajdę z kupowania miała niesamowitą. Tym bardziej, że nie wiedziałam co mi wybierze i miało to być ogromne zaskoczenie dla mnie:) Iphonem zrobiłam jej zdjęcie sprzed sklepu, bo nie pozwoliła wejść mi do środka. Czyż to nie urocze? :)


A oto co mi wybrała:







Bardzo mi się ten kotek podoba. Uwielbiam kociaki i Weronka trafiła idealnie. Ten mały koralik ma dla mnie największą wartość.

OSWOIĆ LOS SYNKA - pomóż...

Dzisiaj post z całkowicie innej beczki.
Przeglądając jak co rano FB, natknęłam się na post Coccodrillo o aukcji na rzecz małego Szymonka. Wiedziona ciekawością oczywiście zajrzałam. Gdy zobaczyłam zdjęcie tego okruszka, to przypomniała mi się moja starsza córcia, która również była skrajnym wcześniakiem. Taka maleńka i bezbronna leżała w tym inkubatorku. Mieściła się w mojej dłoni. Bałam się jej dotknąć ze strachu, że zrobię jej krzywdę. Na szczęście wyrosła na dużą i zdrową pannę.
Szymuś wciąż walczy o swój los. A znim jego rodzice. Pomóżmy im w tej walce. Idą Święta, aukcje na rzecz Szymusia kryją całą masę rzeczy, które mogą stać się drobnym upominkiem. Ja kupiłam Weronce taki T-shircik:




Zajrzyjcie proszę TUTAJ, może coś wpadnie wam w oko. 

Mikołaj był i u mnie:)

Chyba jednak byłam grzeczna, bo niespodziewanie Mikołaj obdarował mnie pandorkowym dzwoneczkiem:)

Bardzo lubię takie prezenty, tym bardziej, że zupełnie się nie spodziewałam. Cudnie ten koralik będzie wyglądał na mojej bransoletce!

A z drugiej strony jestem bardzo zła, bo sama dla siebie zostałam Mikołajem, a mojego prezentu nie widać! A już wczoraj powinien być! Nasmarowałam maila, ale jeszcze odpowiedzi nie dostałam. A już usycham z niecierpliwości:(




Liebster Blog - mój pierwszy raz:)


Kochana  Prokrastynacja otagowała mnie! Dziękuję bardzo! Doceniam to zwłaszcza, że to mój pierwszy raz:) Lubię takie zabawy i z ochotą skorzystam z zaproszenia.


1) Książka godna polecenia ?
"Oddział chorych na raka" Sołżenicyna i "Zapomniany żołnierz" Sajera. Na samą myśl o nich serce szybciej mi bije. Mistrzowsko oddane emocje, które przechodzą na czytelnika. A dla rozrywki coś z serii "Świat dysku".

2) Największa radość w życiu to ?
Patrzenie na spokojny sen córki 
3) Ulubiony smakołyk ?
 Chleb ze smalcem i ogórkiem:) Serio:) Za słodyczami nie przepadam.

4) Dobry film to ... ?
Taki po którym nie mogę zasnąć i po kilku dniach jeszcze rozmawiam o nim z mężem:)

5) Nie wychodzę z domu bez ?
Telefonu i błyszczyka

6) Mężczyzna jest lepszy od kota bo.... ? (taki żarcik ;p)
 Bo nie tylko chce być głaskany, ale sam też pomizia mnie.

7) Idealny sposób na relaks ?
Wieczór pod kocykiem z herbatką i mężem u boku

8) Ciekawy blog, który często odwiedzam ?
cała masa, nie sposób wymienić kilku choćby.

9) Przepis wart polecenia ?
Rzucany biszkopt:) Zawsze wyjdzie.

10) Wymarzone wakacje - gdzie ?
Alaska!!!

11) W grudniu podobno kończy się świat ;p :))) 3 rzeczy, które chciałabyś zrobić przed, gdyby to była prawda ?
Nie ma takiej rzeczy, którą strasznie chciałabym zrobić zanim nadejdzie mój kres. Spędziłabym ten czas z moją rodziną.


Nominuję każdego, kto jeszcze ma ochotę na udział i zapraszam do zabawy:)

A
http://zoskaijejswiat.blogspot.com/
i
http://agawkrainieczarow.blogspot.com/
obowiązkowo:)



Kobiece rozterki :)

Dość długo, bo chyba ze dwa tygodnie nie odzywałam się. Ogrom pracy mnie przywalił i niestety musiałam moją działalność blogową zawiesić. Nie miałam nawet czasu, żeby zerknąć na blogi, które obserwuję. Gdy w krótkim czasie spadnie na nas nadmiar obowiązków, to niestety trzeba z przyjemności zrezygnować. W tzw.  międzyczasie zostałam otagowana i wkrótce dołączę z przyjemnością do zabawy:)

Dziś muszę podzielić się z wami relacją z wewnętrznej walki, jaką od kilku dni prowadzę. Dylemat z tych znanych każdej kobiecie- kupić czy nie kupić? 

Historia dotyczy nowej wersji limitowanej kuleczek Guerlain. Dragony mnie męczą, kuszą, wabią i spać nie dają. Jestem uzależniona. Najtrudniej do tego się przyznać, ale taka właśnie jest prawda, Na same słowo "limitowana" ciśnienie mi skacze. A przecież mam trzy puchy różnych wersji meteorytów, używam rzadko. Nie czuję potrzeby sięgnięcia po nie każdego dnia, gdzie potrzeba taka spowodowana jest zbawiennym wpływem kuleczek na makijaż. Ja tego cudotwórstwa nie widzę. Z drugiej strony wiem, że jak nie kupię Dragonów, to będzie mnie to męczyć. Już czuję te myśli po głowie biegające: były, a nie kupiłam, a teraz ich już NIGDZIE nie ma!!! I ten żal serce ściskający! 

Jednak, gdy pomyślę sobie, że za pieniądze przeznaczone na kuleczki mogę kupić sobie skórzane rękawiczki nabijane ćwiekami z Zary, które dodatkowo IDEALNIE pasowały, to wydaje mi się, że zdrowy rozsądek ma szanse wygrać. A z drugiej strony mam kupon zniżkowy do Sephory i meteo mogłyby być tańsze, może ktoś zechciałby kupić ze mną na pół. I tutaj znów odzywa się pragnienie posiadania.

Życie to pasmo cierpień i wyrzeczeń:( 

Żaden mężczyzna nas nie zrozumie...

Na poprawę nastroju - Yankee Candle


Ostatnio można znaleźć wiele postów o zakupach świeczek i wosków YC. I wcale się temu nie dziwię, bo jeszcze nie spotkałam świeczek, które piękniej i mocniej by pachniały. Wystarczy odnaleźć kilka swoich ukochanych zapachów i w domu unosi się nieziemski wprost zapach:)

Moją przygodę z woskami YD rozpoczęłam w zeszłym roku. Kupiłam całą masę wosków, kominek i zabrałam się za testowanie. Szybko kilka przypadło mi do serca i jestem im wierna. Niestety nie wszystkie przypadły mi do gustu. Były nawet takie, które bardzo mnie drażniły.

Teraz mam swój ulubiony zestaw, który umila jesienne dni:)





A tak wygląda mój kominek w ciemnym korytarzu. Rzuca piękną, ciepłą poświatę:)

Teraz przymierzam się do zakupu dużej świecy, podstawki i klosza.



O poranku...



Bywają takie dni, gdy wszystko co nas otacza wydaje się ułudą. Nagle okazuje się, że zbudowaliśmy sobie obraz rzeczywistości znacznie odbiegający od realiów. Żyjemy w świecie snów i marzeń. Nie widzimy, lub nie chcemy zobaczyć prawdy. Może dlatego, że boimy się jej. A może dlatego, że tak nam jest wygodniej, łatwiej. Nie trzeba się zmuszać do wysiłku, nie trzeba pracować nad ulepszeniem, udoskonaleniem. Bo skoro jest dobrze, to po co to zmieniać?

I nagle okazuje się, że cały nasz świat otacza szklana fasada, która tłucze się na miliony kawałków z wielkim hukiem. I naga rzeczywistość przytłacza. Spojrzenie prosto w jej oczy boli. Dobrze, gdy mamy wolę walki, gdy chcemy jeszcze budować od nowa, tym razem na silnych fundamentach. Ale co zrobić, gdy jest już się za daleko, by wrócić na start i rozpocząć nowy wyścig? Lub gdy nie widzimy już sensu w ponownym stawaniu w szranki?

Boli uświadomienie sobie, jak bardzo się myliliśmy. Boli stracony czas na trwaniu w miejscu, a nawet na cofaniu się. W imię czego? Lepszego życia, szczęścia , miłości? 

Czasem trzeba wszystko zburzyć, aż do kamienia węgielnego, po to, by móc postawić świat na nowo. Bo już wiemy, jaki ten nasz świat powinien być. I wiemy, jakie błędy nas doprowadziły do punktu zwrotu. Choć czasem ten punkt okazuje się metą. Bo nic już dalej nie ma. I nie wiemy, czy warto wracać do początku. I nie wiemy, czy mamy wciąż w sobie siłę. Dużo sił. 

I nie wiemy, co dalej...

Ja nie wiem....

Ćwiczenia z Ewą Chodakowską- dobry wybór?

Jesień jeszcze ładna, słoneczna i ciepła. Idealnie biega się w taką pogodę. Ale niedługo zrobi się niestety zimniej i będę musiała zrobić przerwę w bieganiu. Od dziecka mam chorowite gardło i gdy temperatura spadnie poniżej zera, to muszę chuchać i dmuchać na siebie. Dwie ostatnie zimy próbowałam nie przejmować się mrozami i latałam po lesie nawet w śniegu. Niestety, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Kilkukrotna angina i potworne bóle gardła w tym roku powstrzymają mnie przed bieganiem w mrozy. Próbowałam oddychać nosem, ale nie potrafię. Męczę się tym bardziej, niż bieganiem. Dlatego niedługo moje butki odłożę do wiosny.

Moje zamiłowanie do jedzenia i skłonność do tycia nie pozwalają mi nic nie robić. Zaraz w zimowy zapas tłuszczu bym się wzbogaciła. Diet nie lubię, jem z rozsądkiem, acz grzechy nie są mi obce:) Za słodyczami nie przepadam, wole konkrety i to one wiodą mnie na pokuszenie. Postanowiłam jednak, że będę na kolacje zjadać pół kubka serka wiejskiego. To będzie moja dieta i uwierzcie mi, jak dla mnie jest wystarczająco drakońska:)

W kwestii ruchu pomyślałam sobie, żeby wykorzystać zestawy ćwiczeń z Ewą Chodakowską. Cieszą się ogromną popularnością jako bardzo skuteczne w działaniu. Jeden zestaw mam- totalna metamorfoza. Mam nadzieję, że taka totalna nie będzie, bo mnie mąż nie pozna:) E tam, głupoty piszę, szczerze mówiąc, mam nadzieję, że będzie:)

Ćwiczenia wypróbowałam i powiem szczerze, zaskoczyły mnie moje słabe mięśnie. Tyle biegania, 10 km bez większego zmęczenia zrobię, a tu pół godziny mnie zmordowało. Zdziwko małe miałam:) Jednak zupełnie inne mięśnie są zaangażowane w tych ćwiczeniach. 

Pomyślałam sobie, żeby udokumentować przebieg realizacji i efektów ćwiczeń na zdjęciach. Ale jak stanęłam przed lustrem w bieliźnie, to stwierdziłam ,że na takie wstrząsy nie będę was narażać:) Tak więc musicie uwierzyć mi na słowo. Następny wpis zrobię za miesiąc i powiem wam, czy warto sobie flaki w Ewą wypruwać. 

Macie jakieś doświadczenia z tymi zestawami ćwiczeń? Może macie jakieś zbyteczne płyty z ćwiczeniami Ewy? Chętnie przygarnę:)

Na razie trzymajcie kciuki.

Wreszcie go mam!!!


No i stało się! Wreszcie stałam się posiadaczką iPhona. I do tego białego:) Tak bardzo chiałam go mieć, aż wreszcie mój mężulo ulitował się nade mna i mi go kupił. Cieszę się jak dziecko:) Bo ze mną już tak jest, gdy napalę się na coś, to żadne argumenty ani odwołania do zdrowego rozsądku do mnie nie przemawiają. Muszę to coś mieć i już! Taka dziecinna jestem nieco, cóż zrobić...

No, ale popatrzcie. Cyż nie jest śliczny? I będzie mi pasował do mojego białego Vaio:)

Aż mi wstyd przyznać się, ale straszliwa ze mnie gadżeciara ;)











Prima Moda - pełna satysfakcja:)

Muszę podzielić się z wami moją małą przygodą z marką Prima Moda. Kupiłam sobie na wiosnę super sandałki, którym niestety zaczęła odklejać się podeszwa. Butki spakowałam i pojechałam do galerii w bojowym nastroju. Przyzwyczajona do wiecznych walk słownych i ścierania się na spojrzenia ze sprzedawczyniami w trakcie składania jakichkolwiek reklamacji, uzbroiłam się w cierpliwość, postawnego męża  i pewnym krokiem weszłam do salonu. I tu jakaś niesamowita zmiana! Nie zostałam potraktowana jak upierdliwy wrzód na dupie, który śmie podważać doskonałość produktu, a przyjęto mnie mile, ze zrozumieniem. Poczułam, że coś się zmienia w państwie duńskim:)

Pewna, że odpowiedź otrzymam przepisowo w ostatnim, czternastym dniu, z nieomal szokiem otworzyłam maila od Prima Mody, który przyszedł po tygodniu. Lecz zakres wprawiania mnie w zdumienie na tym się nie skończył. Wyobraźcie sobie, że uznano mi reklamację i jeszcze dano mi wybór. Mogłam wymienić wadliwą parę na taki sam model lub wybrać inne obuwie dostępne w salonie. I takim oto sposobem w mojej szafie zadomowiły się takie ślicznotki:)

Cieszę się niezmiernie, że wreszcie klienta traktują poważnie, marketingowcy zaczynają wprowadzać w życie to, czego nauczyli się na studiach. Bałam się, że będę musiała wstąpić na wojenną ścieżkę, a za sojusznika przyjdzie brać mi rzecznika praw konsumenta. A tymczasem wszystko zostało załatwione na drodze pokojowej. Klientki nie stracili:)








Najkochańsze Pandorki :)

Myślałam, że nie dopadnie mnie szał na tą biżuterię. Tym bardziej, że wcześniej za diabła nie potrafiłam zrozumieć fenomenu Pandory. No ale stało się, co tam mi przeskoczyło w głowie i nagle innym wzrokiem zaczęłam patrzeć na gabloty pełne małych dobroci. Teraz stoję przed witryną i się ślinię:)Wcześniej przechodziłam bez zatrzymywania się. Cóż, kobieta zmienną jest. Pandorki zbieram sobie od dwóch miesięcy. Zbiorek to ubogi, ale moje serce cieszy. Nie od razu Rzym zbudowano. Uwielbiam Murana, bo takie kolorowe są i śliczne. To jedyny mój argument. Kocham je i tyle:)

Od soboty mam takie oto trzy. Na pewno będą moimi najukochańszymi i wzbudzającymi ciepłe nuty w sercu. Łączy się z nimi poświęcenie i determinacja mojego męża:) Ale o tym dalej...



Czyż nie są piękne:)




Są:)



Mój mąż postanowił mnie uszczęśliwić i korzystając z promocji 3 za 2 kupić mi te kolorowe szkiełka. Nadmieniam, że do salonu Pandory mamy 50km:) Próbując zaparkować auto, przetarł zderzak pani, która wyjeżdżała z parkingu. Straty były niewielkie, ale pani nie chciała słyszeć o polubownym załatwieniu sprawy i zadzwoniła po policję. Ponad godzinę mąż czekał, aż ta przyjedzie. Panowie z drogówki nie byli tylko z prewencji. Powiedzieli, że oni za bardzo się nie znają na takich przypadkach, ale zaraz zadzwonią do kolegi i ten osądzi, czyja to byłą wina. Kolega telefonicznie wydał werdykt i mąż został ukarany 250 zł mandatu i 6 punktami karnymi. Mój ukochany mężulo nie bacząc na przeszkody, jakie los rzucał mu tego dnia pod nogi, poszedł i kupił mi te Muranka. Właśnie dlatego uważam je za moje najkochańsze i szczególnie będą zdobić mój nadgarstek. Bo mąż pokazał, że jestem dla niego najważniejsza i nic, ani nikt go nie powstrzyma przed uszczęśliwieniem mnie:)





Vagabond - pracujące buty :)

Dal mnie znalezienie odpowiednich butów jest drogą przez mękę. Ile to ja się muszę namierzyć, nachodzić, nastękać, nanarzekać! Poszukiwania zaczynam zawsze od przeszukania stron internetowych sklepów obuwniczych. Mam wtedy mniej więcej rozeznanie w tym, co może mnie spotkać na zakupach.

Tym razem miałam zadanie nie lada. Musiałam znaleźć buty czarne, wygodne i bez obcasów lub koturnów 10 cm. Kocham wysokie obcasy. Jestem niska, nieco korpulentna, więc wysokie buty dodają mi wzrostu i odejmują wagi:) Zaczynam nową pracę, gdzie wymogiem jest strój oficjalny. Spódnica ołówkowa najlepiej współgra z wysokimi obcasami. Jednak jeśli mam przeżyć cały dzień w większości chodząc, to wolałabym, żeby buty były bliżej ziemi:) Dodatkowym problemem jest mój rozmiar- mam 37,5 i znalezienie odpowiednich butów graniczy z cudem. 37 za ciasne, 38 spadają ze stopy.

Ostatnia sobota została poświęcona na poszukiwanie ideału. I po kilku godzinach znalazłam w Humanicu ekstra parę Vagabondów. Bardzo mi się podobają:) I są niesamowicie wygodne.



Vagabond
Vagabond

Vagabond


Vagabond