Szał wyprzedaży.

W Zarze przeważnie kupuję na wyprzedażach. Ceny potrafią naprawdę niskie pułapy osiągnąć. Wyjątek robię dla rzeczy, które bardzo, ale to bardzo mi się podobają. Albo muszę je zaraz mieć:)

Dzisiaj mój przedpokój po powrocie z łowów wyglądał tak:


 A tak prezentują się moje zakupki razem:)


Rzeczy w pośpiechu ułożone do zdjęcia. Zaraz potem pospiesznie je chowałam przed mężem. Lepiej pojedynczo je wyjmować:) Takie zestawienie mogłoby go z nóg zwalić:)

I teraz jeszcze czekam na cztery paczuszki i mam nadzieję, że szybko dojdą. Nie mogę się doczekać:)


Nowa dostawa z Yankee Candle

Wczoraj zamówienie złożyłam, a dziś już cieszę się moim prawie najulubieńszym zapachem- świeżo ścięte róże. Kupiłam duży słój i wosk. Do tego na próbę wzięłam Wosk Puszysty Ręcznik. Z opisu brzmi ciekawie. Zobaczymy jutro, jak pachnie. Dziś rozkoszuję się wonią róż. Przy okazji pokazuję podstawkę i klosz, które zamawiałam w grudniu. Pięknie wygląda zwłaszcza wieczorem. Rzuca ciepłe, nastrojowe światło.

Skorzystałam z promocji w sklepie Zapach Domu. -25% na wybrane produkty i darmowa dostawa kurierem już od 49 zł. Przecież nie mogłam nie skorzystać:)



Kolejny eksperyment. Tym razem drożdże :)

Zachęcona świetnymi efektami, jakie osiągnęłam dzięki spożywaniu siemienia lnianego, postanowiłam wraz z nowym rokiem rozpocząć kolejny, trzymiesięczny eksperyment. Tym razem będę pić drożdże. Dokładnie pierwszego stycznia wypiłam pierwszy kubek. Ostatni wypiję 31 marca.

Tym razem nie będę mierzyć przyrostu włosów, tylko będę dokumentować przebieg eksperymentu fotografiami. Myślę, że najlepiej jest przekonać się naocznie. Oprócz sporego przyrostu włosów liczę na ograniczenie wypadania. Co prawda, po zakończeniu doświadczenia z siemieniem, wypadanie znacznie się uspokoiło, ale chciałabym wzmocnić ten efekt.

Będę pić codziennie kubek drożdży. Taką porcję przygotuję z 1/3 kostki oraz gorącej wody. Po przestudzeniu raz dwa machnę, co by smród do mnie nie doszedł:)

Na zdjęciu aktualizacja moich włosów z 01.01.2013. Jak widać sporo podcięłam, co zdecydowanie im się przysłużyło. Wyglądają zdrowiej, mocniej i sprawiają wrażenie, że jest ich sporo:) Wreszcie zdecydowałam się na grzywkę. Mimo lęków i oporów poprosiłam fryzjerkę o ciachnięcie grzywy na prosto. I bardzo jestem zadowolona:)

Trzymajcie kciuki za wytrwałość i zapraszam na comiesięczne raporty:)



Najulubieńsza czerwień na pazurkach - Opi The Spy Who Loved Me

Jak mi bondowska kolekcja przypadła do gustu! Każdy kolor jest piękny i każdy  bardzo, ale to bardzo kocham! Ale jak nie kochać takich piękności. Popatrzcie na tą czerwień. Czyż to nie cudo wcielone!


Czerwień jest niesamowita! Taka żywa i pobudzająca. A zatopione w niej miliony złotych drobinek, jeszcze bardziej ją ożywiają. Lakier jest odrobinę żelowy, ale dwie warstwy wystarczą, aby całkowicie zakryć płytkę. Trzyma się naprawdę świetnie. Nowy rekord- 5 dni na pazurach! Gorąco polecam:)  


Lakier na końcówkach nieco się starł, ale zdjęcia robiłam na 3 dzień po pomalowaniu.



Oddać, nie oddać - Guerlain na wylocie:)

No i stało się! Zdrowy rozsądek wygrał. Jestem ostatnia osobą, która jest w stanie pozbyć się swoich drobiazgów. Z każdym jestem niesamowicie emocjonalnie związana i nie potrafię się z niczym rozstać:) Ale zauważyłam, że ciasno robi się na mojej komodzie, a kurz coraz grubszą warstwą odkłada się na pewnych przedmiotach.Więc...

Zastanawiam się nad sprzedażą Guerlaina. I to poważnie nad tym rozmyślam:)

Oto co zalega mi na półkach. Z jednej strony nie używam lub bardzo rzadko, z drugiej nie serce mi się ściska, gdy pomyślę o oddaniu nawet w dobre ręce:( Co robić?






Prawie pewna jestem odsprzedania 4seasons. Brązery, to jednak nie moja bajka. Mimo, że piękny, mimo, że matowy, to bardzo sporadycznie po niego sięgam. Zużycie określiłabym tak na 5%. Lepsze fotki dodam, gdy słonko się pokarze. Dziś tak strasznie ponuro u mnie.
Cena 160 zł.

Myślę, żeby oddać też Pućki:) Lubię je bardzo, ale również prawie wcale nie używam. Latem jakoś częściej ich używałam, ostatnio wcale. To jest połowa opakowania minus zużycie. Oczywiście z puszką.

Cena 80 zł




Najtrudniej rozstać mi się z Pszczółkami. Nie wiem dlaczego, bo użyłam ich maksymalnie 4 razy i to tylko na poliki. Ale są takie śliczne. Jeszcze nie jestem pewna, czy je oddam. To również jest połowa opakowania plus puszka.
Cena 100 zł.




Namyśliłam się, puszczam wszystko w świat:)

Więc gorąco zapraszam:)