Siemnię lniane - eksperyment- raport 1 miesiąc

No i wczoraj minął pierwszy miesiąc mojego eksperymentu z siemieniem lnianym. Niesamowite, jak ten czas szybko upływa. Wciąż wydaje mi się, że dopiero co zaczęłam, a tu już czas napisać pierwszy raport.

Na początek napiszę, że łatwiej było mi pić śmierdzące drożdże niż zjadać siemię. Smaku żadnego co prawda nie ma, zapach też nie odrzuca, ale wygląd tego gluta bardzo mnie zniechęca. Naprawdę muszę się przełamywać, żeby wziąć to do ust. Przelewam zaparzone siemię do blendera i wtedy on tak obleśnie odrywa się od kubeczka i z głośnym chlupnięciem uderza o dno miksera. Chryste, nawet nie napiszę o swoich skojarzeniach, bo jeszcze przez dwa miesiące muszę to jeść.

Myślę, że miesiąc to stanowczo zbyt mało, żeby już jakieś ciekawe wnioski wysnuć. Cudów nie zauważyłam, ale też nie oczekiwałam, że od razu wszystko się zmieni, włosy przestaną wypadać, urosną 5 cm i zagęszczą się tak, że będzie mi gorąco w głowę. Wszystko potrzebuje czasu, jestem cierpliwa i sądzę, że następny raport pozwoli już zobaczyć, czy picie tego "eliksiru" :) przynosi jakieś wymierne korzyści.

Siemię lniane posiada wiele właściwości zdrowotnych, o których można przeczytać choćby tutaj. To mnie trzyma przy zdrowych zmysłach, bo gdy przyrządzam sobie kolejną porcję, naprawdę bliska jestem obłędu. Nie sądziłam, że jestem aż tak wrażliwa na pewne obrazy. Te związane z tymi małymi nasionkami są absolutnie odrzucające!!! Ale to moja przypadłość, każdy inny pewnie takich problemów nie ma:) Tak czy siak, siemię zdrowe jest i tylko czekać wyników.

To co zauważyłam bez mierzenia, to wzmocnienie paznokci. Lakier coraz dłużej się ich trzyma. Drożdże pomogły, a siemię jeszcze wzmaga ten efekt. To jedyna jak na razie znacząca różnica. Mam nadzieję,że następny raport pokaże, że nie na darmo się tak męczę:)

Przed chwilką zmierzyłam włosy i po prostu w szoku jestem!!! Włosy mierzyłam w trzech miejscach:

-za uchem
-na skroni
-na czubku głowy.

Na skroni niewiele więcej urosły, ale na czubku głowy i z tyłu przyrost wyniósł 4 cm! I to w ciągu miesiąca! Zazwyczaj rosły mi ledwo 1 cm, a tu taka niespodzianka:) Załóżmy, że zmierzyłam niezbyt dokładnie i pomyliłam się o 1 a nawet 2 cm. Daje to i tak niezły wynik: 2-3cm, po prostu super.

Jednak dobrze wiedzieć, że jakieś wymierne efekty mojej mordęgi są:)


Na zdjęciu wrześniowym eksperymentuję z powrotem do fal, ale jak widać licho idzie:)



10 komentarzy:

  1. zakładam, że samo wrzucanie nasionek do jogurtu czy sałatki by nic nie dało? trzeba pić przegotowane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie opisała to Blondi na swoim blogu. Warto tam zajrzeć. A siemię warto jeść:)

      Usuń
    2. Simply_a_woman, o to samo chciałam zapytać.

      Damonku, serio serio 4 cm? No kurczę, czujję się prawie namówiona, ale przyznaję, glut mnie trochę odrzuca. Ale 4 cen-ty-me-try!!! robią swoje. Łee mam dylemat.

      ps. drugi akapit rozbawił mnie do łez :D

      Usuń
    3. Śmiej się, śmiej, a ja zaraz muszę iść mielić kolejną porcję:(

      Usuń
  2. Damon, Ty co już na eksperymentujesz :)))

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze:) Każdy czytam i biorę sobie do serca:)