Dior New Look mascara - kocham i nienawidzę!!!


Do tego tuszu mam ewidentnie ambiwalentne uczucia. Kupiłam go w marcu, zużyłam i mimo zadowolenia z efektu jaki dawał, raczej drugi raz po niego nie sięgnę. Szkoda, bo spore nadzieje w nim pokładałam.



Tusz opakowany jest bardzo elegancko i skromnie. Połączenie czerni ze srebrnym ornamentem jest bardzo stylowe. Szczoteczka początkowo mnie zadziwiła- maleństwo fikuśliwe niesamowicie. Ja mogę nakładać tusz i takim grzebyczkiem i klasyczną szczotą, byleby tylko dobrze były wyprofilowane. Nie cierpię jak tusz oprócz rzęs smaruje wszystko dookaoła. Nawet mimo uwagi z jaką się go nakłada. Doll eyes taki był. Zawsze coś upaćkałam. New Look tuszował jedynie rzęsy. I to lubię!

Tuszu jest sporo- 10 ml to prawie dwa razy tyle, ile oferują inni producenci.  Płacimy nieco więcej, bo cena waha się około 140zł, ale mamy więcej produktu.




To co mnie ujęło w tym tuszu, to łatwość nakładania i bardzo fajny efekt naturalności. Oko jest podkreślone, wygląda pięknie i zarazem naturalnie. Rzęsy nie są sklejone, nie ma na nich owadzich nóżek. Z regóły lubię mocno podkreślone oczy, nacisk kładę zwłaszcza na pogrubienie. Przy New Look takiego efektu nie otrzymałam, ale i tak byłam zachwycona. Ślepia wydają się być takie dziewczęce, naturalne i nic więcej im nie trzeba. I taki zadowalający efekt otrzymuje się już po pierwszej warstwie tuszu. Więcej starałam się nie nakładać ze względu na jeden, aczkolwiek bardzo istotny minus. Zmywanie tego tuszu to mordęga!


Jakkolwiek bym się starała, rano zawsze podkówka z resztek tuszu się tworzyła. Najbardziej lubię tusze, które zmywa się wodą i ewentualnie poprawia płynem dwufazowym. Tutaj niestety po użyciu wody z delikatnym mydłem, miałam pół twarzy czarnej. Masakra! Użycie płynu do zmycia tuszu musiało być powtarzane kilkukrotnie. Ja takich zabaw nie lubię, dlatego mimo zachwytu nad efektem na rzęsach, jaki dawał New Look, drugi raz po niego nie sięgnę.

Zaznaczę również, że pod koniec używania zaczął mi kserować się pod brwią. Okres końcowy jego uzywalności przypadał na pierwsze ciepłe dni, więc może ma to związek z temperaturami. Nie mniej jednak pod koniec dnia odbijał mi się na skórze powieki.



Tuszu już więcej nie będę używać, ale ostatnio jeszcze raz go nałożyłam i jest jeszcze wilgotny i ładnie podkreśla oko. Podejrzewam, że zostało go 1/4- 1/3 opakowania. Jeśli któraś z was jest chętna do przetestowania go, to zapraszam:) Tusz wyślę listem priorytetowym. W zamian poproszę o :
  • dodanie mnie do ulubionych na waszym blogu
  • zalajkowanie na facebooku - można z mojego blogu to zrobić
  • wystawienie recenzji na waszym blogu z dopiskiem skąd tusz macie:)


7 komentarzy:

  1. Rzeczywiście bardzo ładny efekt :)

    ps. ładnie Ci w tej szmince ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio się wahałam Dior czy YSL. Wzięłam tę drugą i nie żałuję - to najlepszy tusz jaki dotąd miałam. Jeszcze trochę potestuję i wrzucę na bloga recenzję.
    Odcień pomadki rzeczywiście ładny.

    Pozdrawiam i zapraszam :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Uff, mnie od początku nie kusił i widzę, że słusznie:)

    za to używam teraz Diorshowa i jest fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że się na niego nie skusiłam, jakoś mnie nie ciągnął;)

    Teraz używam DiorShow i jest b. fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. zgadzam sie z Toba calkowicie, ja uzylam go kilka razy i zrezygnowalam.. teraz werocilam spowrotem do Diorhow (zwyklego)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale spróbować zawsze trzeba, no nie? :)

      Usuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze:) Każdy czytam i biorę sobie do serca:)